Tag: GTA

„Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, czyli wizja kolejnych gier ze studia Rockstar”, 2018 archiwizowane

Pewnie większość z was wie, najpopularniejszy polski serwis o tematyce gier z serii Grand Theft Auto, GTASite przestał działać. Ma to związek z niedawnym pożarem w serwerowni OVH, gdzie hostowana była ta strona. Z pewnego źródła wiem, ze istnieje również kilka innych powodów, czemu sytuacja z tym serwisem wygląda obecnie tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni, bo serwis jest znaczącym kawałkiem historii GTA w Polsce, niemniej nie z tego powodu piszę dziś te kilka słów. Robię to, ponieważ w swoim czasie pojawił się tam, na stronie, artykuł konkursowy mojego autorstwa, który został doceniony przez ówczesne jury. Dotyczył on potencjalnej przyszłości gier od R* jako takich, jak może to wyglądać za te X lat. Pomyślałem, że z racji, że strona obecnie nie jest dostępna, to zamieszczę go tu. W oryginale dostępny on jest m.in. w formie zarchiwizowanej pod tym linkiem. Jeśli kiedyś wróci na łamy serwisu to dam o tym znać w komentarzu.


Firma Rockstar Games nie od dziś uznawana jest za markę przełomową w świecie gier video. I chociaż to zdanie dla wielu może zabrzmieć jak truizm to mam wrażenie, że część osób o tym zapomina, szczególnie w dobie gdzie pełnoprawnych, nowych, dużych tytułów od R* mamy zdecydowanie mniej niż powiedzmy 10-15 lat temu. Temat wraca jednak przy okazji premier pokroju niedawnego Red Dead Redemption 2 i ponownie otwiera debatę odnośnie tego czym jeszcze zaskoczy nas Rockstar.

Widzę przed tobą wielką przyszłość mój chłopcze…

Przede wszystkim mówiąc o R* w kontekście rewolucji, jaką wprowadziły gry z tego studia musimy zwrócić uwagę na aspekty w jakich owe kroki milowe mogliśmy odnaleźć. Nie są to tylko kwestie związane z grafiką, chociaż oczywiście te pierwsze przychodzą do głowy, w końcu technologicznie gry zawsze były o krok do przodu w stosunku do reszty stawki – GTA III wprowadziła nas w pełną erę 3D jako generalnie jedna z pierwszych gier wysokiego szczebla, IV zaś do dziś uważana jest za jedną z ładniejszych gier i mimo dekady na karku nadal pali komputery kolejnym zapaleńcom. Jednak to nie grafika zaprowadziła R* na szczyt, bo przecież hej, na rynku jest wiele innych także genialnie wyglądających gier, a świetny nos odnośnie oczekiwań jakie mają gracze.

W swoim czasie w środowisku powstało określenie gier just like GTA, czyli gier na podobieństwo flagowej serii. Zwykle były to gry po prostu z otwartym światem, który z resztą teraz jest już praktycznie standardem w dużych tytułach, ale określenie to odnosiło się również generalnie do dużej swobody rozgrywki. Twórcy w studiu przewidzieli, że potencjalny gracz pozostawiony sam sobie w dużym mieście będzie miał ochotę na robienie rzeczy naprawdę przeróżnych, często ocierających się o jazdę o bandzie, ale w sumie czemu mu tej możliwości nie dać, nawet kosztem kontrowersyjnych rozwiązań? Jak pokazała historia – opłaciło się.

harder, better, faster, stronger

Dość jednak o tym co było. Mamy rok 2018, a kolejna część to perspektywa co najmniej kilku lat w przód i nikt nie będzie odcinać kuponów od sławy, szczególnie, że wymagania graczy są znacznie większe niż kiedyś, a dodatkowo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Z oczywistych rzeczy – na pewno jeszcze więcej środków, przy teoretycznej kolejnej części GTA, bo zakładamy, że to ona będzie jako kolejna na horyzoncie, pójdzie na tryb online, który nie ma co się oszukiwać, będzie tam główną siłą napędową. Żyjemy w dobie battle royale, a i ramy gry zdają się mieć podstawy by taki tryb wprowadzić na szerszą skalę. Chciałbym jednak, i liczę na to, że mimo wszystko R* bardziej przyłoży się także do trybu single, a przykład RDR 2, prawdopodobnego GOTY tego roku i to bez trybu multi (na moment pisania artykułu) pokazał, że nadal potrafią pisać świetne, ambitne historie. Gwoli ścisłości – nie mówię, że ta w V-tce była wybitnie zła, ale mam wrażenie, że fani czekają jednak na coś mocniejszego. Nie wyobrażam sobie do tego innego miejsca niż słoneczne Vice City – oczywiście w odpowiednio większej skali, ale nadal z zachowanymi wszystkimi, najbardziej charakterystycznymi elementami miasta. Siłą rzeczy musi być to jego uwspółcześniona wersja, ale trzymająca się chociaż w pewnym założeniu kolorowych lat ’80 i tak, wbrew pozorom próby pogodzenia współczesności z klasyką pod względem pewnej stylistyki już były – przypadek dodatku do czwórki The Ballad of Gay Tony. Nieco trudniejszy przypadek jest z potencjalną kolejną częścią Red Deada, bo problem jest chociażby z osadzeniem czasu akcji. Zdecydować się na okres równoległy do dwójki? Prequel? Możemy teraz tylko gdybać, szczególnie, że dwójka dopiero co jest na świeczniku.

Swoje odczuje na pewno też sama rozgrywka i chociaż w założeniu będzie to po prostu usprawnione wykorzystanie już istniejących mechanik to z pewnością przy bezpośrednich porównaniach, szczególnie z perspektywy czasu, możemy poczuć sporą różnicę.

Ponadto podobnie jak wiele innych osób chętnie zobaczyłbym powrót postaci z poprzednich odsłon czy to GTA czy RDR. O ile o ich bezpośredni powrót może być szczególnie ciężko, szczególnie tych z tzw. ery 3D, o tyle chociaż wspomnienie o ich wpływie na dane miejsce i czas mogłoby być ciekawym smaczkiem na wszystkich fanów serii.

This is Vice City. This is business!

Tak naprawdę wiele zmian, jakkolwiek byśmy nie debatowali, ugruntowanych jest nie ograniczeniem czy brakiem umiejętności twórców, a najzwyczajniej kwestiami finansowymi. Niektóre rzeczy muszą się po prostu opłacać i debatuje nad tym wielu analityków. Niemniej niemałe już doświadczenie z grami Rockstara sprawiło że markę darzę naprawdę dużym kredytem zaufania i nie wiem czy jestem o jakąś grę bardziej spokojniejszy niż właśnie o kolejne GTA czy kiedyś w przyszłości o potencjalnego kolejnego Red Deada. Czekam z niecierpliwością, podobnie jak miliony mi podobnych na całym świecie. Już dzisiaj wiem, że warto.


CJ forever alone jako obiekt badawczy?

Oznajmić, że fabuła San Andreas jest dość powszechnie znana wśród fanów gatunku podobnych gier to jakby nic nie powiedzieć. Większość z nas zna na pamięć cutscenki, dialogi postaci w nich czy po prostu przebieg poszczególnych misji. Jednak czy zastanawialiście się kiedykolwiek jak wyglądałaby gra z perspektywy niezaznajomionej z tematem osoby, która widziałaby jedynie przerywniki pomiędzy misjami i to tylko wyłącznie z głównym bohaterem? Naprzeciw takiemu pomysłowi wyszedł FlyingKitty, który na swoim kanale na YT umieścił taki o to filmik. Oczywiście całość ma charakter przede wszystkim humorystyczny, ale wbrew pozorom nasuwa się tu też nieco inna konkluzja.

Generalnie abstrahując od filmu podany film pokazuje to jak wiele czynników składa się na finalny odbiór „dzieła” – mowa zarówno o filmie, grze, muzyce czy czymkolwiek podobnym. W ramach testu spróbujcie sobie kiedyś zrobić takie ćwiczenie myślowe i puśćcie jakiś film bez głosu bądź np. z inną muzyką czy nawet grając w grę włączcie sobie jakąś kompletnie oderwaną stylistycznie muzykę w tle. Oczywiście taki, którego nie znacie, bo jak już oglądaliśmy to może występować zjawisko synestezji, ale to już inna sprawa akurat. Możecie też pobawić się nieco bardziej jak na filmie, z tym że to już skomplikowany zabieg, ale i takie rzeczy na nawet na innych tytułach można już spotkać – czym że jest przecież najnowsza odsłona Fify, gdzie, możemy ustawić własne zasady, a co za tym idzie musimy zmienić nasz sposób grania. Tak nawiasem ostatnio widziałem wgl coś w stylu mema, że jest video z akcji ratowniczej z płonącego budynku i było puszczone ono od tyłu (możecie się domyśleć przebiegu) albo kultowy już film o chytrej babie, która tym razem… oddaje napoje na stół.

Ot dygresja. Po prostu kiedyś mi nawinął się ten filmik, a paradoksalnie niesie on więcej treści niż może się postronnemu wydawać. Z resztą nie to było zamysłem twórcy, chociaż, kto wie?