Autor: Piterus

Czym kierować się przy wyborze zegarka?

Powiedzmy, że coś tam wiem o zegarkach Interesuję się tym już kilka lat i doszedłem do punktu, gdzie bardzo często poznając jakąś osobę czy ot tak widząc kogoś zwracam dużą uwagę właśnie na jego sikor na nadgarstku. Chciałbym napisać tu kilka rad czym kierować się wybierając zegarek dla siebie czy kogokolwiek innego.

Cena

Nie ma co się oszukiwać, właśnie od ustalenia budżetu rozpoczynamy nasze poszukiwania. Każdy wiadomo ustali sobie inny, ale i też chyba nikt nie chce przepłacać i na pewno ucieszy się z wydania raczej mniejszej niż większej kwoty. Tu warto wspomnieć, dobry zegarek nie musi być drogi! Sam często widzę u osób dość drogie zegarki, które bardzo łatwo wypunktować przez ich naprawdę duże wady.

Mechanizm

Najprostszy podział zegarków patrząc na mechanizm to zegarki kwarcowe i mechaniczne. Te pierwsze to standardowe zegarki z baterią, która zasila nasz sprzęt i która dba o dużą dokładność chodu. Drugie natomiast się nakręca. Powiedzmy, że jedno pełne nakręcenie wystarczy nam na +/- 48h (zależy od zegarka) i wtedy zegarek się zatrzyma. Oczywiście możemy także dokręcać w międzyczasie i pilnować by zegarek nie siadł.

Zegarki Kwarcowe zwykle są tańsze. Wszelkie naprawy raczej nie uderzą nas mocno po kieszeni. Duży odsetek takich zegarków można poznać np. po drodze wskazówki sekundowej, gdzie przeskakuje ona na kolejne indexy. Zegarki mechaniczne natomiast zwykle są droższe ze względu na bardziej skomplikowane bebechy, w nich to wskazówka bardziej „płynie”, a nie „skacze” jak w poprzednim.

Istnieją także swoiste hybrydy dwóch tych systemów, ale tu dużo zależy od konkretnych modelów.

Nie ma jasnej odpowiedzi co jest lepsze. Zegarki kwarcowe są bardziej przystępne i zwykle to na nich skupiamy swój wybór, jednak przy którymś z kolei zegarku można trochę poeksperymentować i zakupić zegarek z duszą (mechaniki zupełnie inaczej chodzą jak przyłoży się do nich ucho).

Tworzywo wykonania

Najpierw dobrze skupić się na szkiełku. Mamy najbardziej popularne szkiełka just like pleksa, które bardzo latwo zarysować, szkiełka mineralne, które powoli stają się standardem, ciężkie do zarysowania oraz szafirowe praktycznie niemożliwe do zarysowania. Tak naprawdę wystarczy nam mineralne – przy dość normalnym użytkowaniu abosultnie nie powinniśmy odnajdywać jakiś rys i nie są jakieś wybitnie drogie.

Ważne jest także tworzywo koperty oraz paska. Najbardziej bezpiecznym wyborem są koperty stalowe, ale to dużo zależy od samego zegarka. Koperty ogólnie raczej zawsze będą się rysować. Większą uwagę zwróciłbym na pasek. Najpopularniejsze tworzywa to skóra, stal (pochodne) oraz kauczuk. Istnieją oczywiście inne od drewna po parciane, ale no Tu tak naprawdę kwestia gustu, ale warto zwrócić uwagę, że np. skórzane/kauczukowe paski są średnie na lato, gdzie to często poci nam się ręka i wgl. Mają oczywiście swoje zalety. Raczej niemożliwe by się porysowały. Także często są bardziej trwałe, w metalowych istnieje ryzyko uszkodzenia/wyrobienia się zamków, zapięć etc., ale tu raczej każdy niech dostosuje do siebie. Ew. ma jeden w każdym rodzaju.

Wodoszczelność

Wodoszczelność często jest nieco przekłamywana, ale też chyba nikt tak zaraz nie będzie sprawdzać, czy jego zegarek ma wodoszczelność 100m czy faktycznie 200. Ważne, aby nasz sprzęt wgl. jakieś zabezpieczenie posiadał, lecz osobiście radzę, jakiegokolwiek byśmy nie mieli, nie wystawiać go na ciężkie próby.

Znana marka

Zasadniczo punkt ten streściłbym do klasyka Nie kupuj zegarków firmy, która robi majtki i taka też jest prawda. Firmy pokroju Emporio czy inne Nike, zwykle nie będą spełniać podstawowych zasad dobrego zegarka. Znam gościa, który wybulił za zegarek coś pod 1k, gdzie po miesiącu czy dwóch użytkowania wygląda jak szajs z porysowanym.. wszystkim.

Podróbki

Nie kupujmy podróbek. Nie warto. Nie dość, że trochę wstyd jak ktoś nas na tym złapie to są one także naprawdę niskiej jakości. Bywają podróbki dobrze zrobione, imitujące duże marki, ale zwykle też można jest rozpoznać dlatego też..

Sprawdzajmy informacje

Jakiś czas temu spotkałem się z ogłoszeniem, gdzie typ sprzedaje Rolexa w dość niskiej cenie tylko bateria w nim nie działa.. znajdź błąd

Uniwersalizm

Nie ma uniwersalnego zegarka. Inny zegarek założymy na imprezę firmową, a inny na 18 kolegi. Serio dobrym pomysłem jest z czasem skompletowanie kilku, na różne okazje.

Dodatkowe funkcje

Wiadomo, zegarek ma głównie pokazywać czas, ale często przydaje się także do innych rzeczy. Dobrze zadbać o np. podświetlenie, WaveCeptor (ustawianie się godziny za pomocą fal radiowych) czy nawet ładowanie się za pomocą fal słonecznych. Wszystko wedle potrzeb.

Tak na koniec, mimo tych wszystkich rzeczy, najważniejsze żeby zegarek się przede wszystkim podobał. W końcu może on się stać stałym towarzyszem naszego życia, a lepiej mieć dobrego towarzysza, prawda?

W razie pytań zapraszam do komentarzy, postaram się odpowiedzieć.


Bezpieczeństwo w internecie

Temat wałkowany już na miliony sposobów, ale warto wspomnieć trochę o bezpieczeństwie w internecie, bo wiele osób o tym zapomina. Z perspektywy jakiegoś tam doświadczenia administracyjnego czy ogólnie użytkownika internetu postaram się nakreślić najczęstsze błędy i obszary na jakich występują.

Punkt 1: Hasła

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że hasło jest podstawowym zabezpieczeniem naszych kont. Niestety, dość często podchodzimy do tego trochę zbyt luźno, idziemy na łatwiznę. Używamy haseł takich samych jak login/nick, bądź takich standardów jak 123456, password, haslo, qwerty czy inne takie. Jeśli masz któreś z tych haseł, lepiej je zmień! Z tym ściśle wiąże się także fakt posiadania różnych haseł na różnych stronach. Też nie mówię, żeby tworzyć nie wiadomo jakie enigmowe kody, ale warto nie mieć tego samego hasła wszędzie, bo nawet niechcący jedno wypłynie i wszystko siada. Jeśli zapamiętanie większej ilości sprawia nam problem, można zawsze spisać je nawet na kartce i mieć u siebie w bezpiecznym miejscu. Proste rozwiązanie, ale serio, skuteczne. Później z czasem, przy częstszym użytkowaniu zapamiętanie i tych trudniejszych nie będzie sprawiać nam większego problemu.

Punkt 2: Mail

W dzisiejszym świecie dość prosto dojść do różnych rzeczy właśnie po adresie poczty. Dobrym pomysłem jest posiadanie kilku „poczt”, przykładowo mieć jedną do takich mniej oficjalnych rzeczy, a inną bardziej reprezentatywną. Również warto zwrócić uwagę jakie informacje udostępniamy samym adresem. Trochę jak w tym kawale:

  • Ej koleżanko, ile masz lat?
  • No wiesz, kobiet się nie pyta o takie rzeczy!
  • Okej, to w takim razie podaj mi swojego maila.
  • karo1996@……

Mniej więcej tak to wygląda. Z resztą nie mowa tylko o samej nazwie. Na poczcie są takie rzeczy jak dane nadawcy np. gdzie często umieszcza się swoje dane osobowe, adres i inne takie. W przypadku poczty „nieoficjalnej” czy faktycznie jest to niezbędne? Nie sądzę.

Punkt 3: Facebook

Nie ma co ukrywać, że ten portal społecznościowy rządzi i dzieli na obecnym rynku i spora część z nas posiada tam swój profil. Ogólnie warto przemyśleć czasem jakie rzeczy udostępniamy innym. Dość kontrowersyjne zdjęcia mogą z czasem narobić nam sporo problemów, a przynajmniej sprawić, że będziemy się nieźle wstydzić. Nie udostępniajmy również „dziwnych rzeczy” pokroju rzygającego kota, bo to źle o nas świadczy. Ograniczmy także zdjęcia np. dzieci czy bliskiej rodziny, która być może średnio chce znaleźć się na tej platformie. Przemyślmy też czasem kwestię dzielenia się swoimi poglądami ze światem. Nie mówię by siedzieć cicho czy coś, ale jak ma się strzelać jakimiś, nie wiem, rasistowskimi tekstami czy coś w tym stylu to lepiej zachowajmy to dla siebie.  Wgl zauważyłem że, mało kto monitoruje „widoczność” rzeczy na Facebooku, bo praktycznie w tym jest cały szkopuł, bo żeby nie było – sam dzielę się różnymi rzeczami, ale staram się przede wszystkim weryfikować co do kogo trafi. Absolutnym minimum jest ustawienia wszelkiej widoczności z „publiczne” na „tylko dla znajomych” chyba, że serio chcemy, by dowiadywali się o nas jakieś randomy z internetu. Ogólnie w tym punkcie warto nawiązać także do wcześniejszej poczty. Na FB jest coś takiego, że można znaleźć „znajomych” po ich mailu. Wstawiając na jakąś podrzędną stronę swój mail, np. przy rejestracji (swoją drogą patrzmy, gdzie co podajemy), narażamy się na znalezienie nas przez osoby, które nas znaleźć być może nie powinny. Warto tę opcję również zarezerwować tylko dla bliższych osób.

Punkt 4: Dane osobowe

Przynajmniej ja jestem dość wyczulony na tym punkcie. Średnio chcę, by ktoś niepowołany znał moje nawet podstawowe dane. Tymczasem spora część użytkowników chyba nie wie jakie mogą być tego konsekwencje. Przykład – gramy ostatnio na multi, wbija jakiś dość młody gość (tak, da się to czasami wyczuć) i z miejsca pisze: „ej siema, znajdźcie mnie na fb nazywam sie tak i tak”. No kurde, po co to. Nie mówię tego w rozumieniu, że ktoś nas zaraz dojedzie po nazwisku, podjedzie pod szkołę/cokolwiek i porwie na Kamczatkę, bo nie, ale stosujmy do nieznajomych zasadę ograniczone zaufania – zawsze trochę lepiej można na tym wyjść.

Punkt 5: Znajomości

Prawda jest taka, że w internecie możemy być każdym. Warto być ostrożnym w kontaktach, jeśli już przechodzimy coś dalej. Wiadomo, zależy to też od poziomu relacji, bo nie ma co aż tak ludzi z internetu demonizować – często jest to miejsce, gdzie można poznać fajnych ludzi o podobnych zainteresowaniach i sam mam takich, ale miejmy po prostu wspomniane gdzieś tam wyżej ograniczone zaufanie. Jeśli ktoś nie jest sprawdzony, jakkolwiek to brzmi, to nie ma co się mocno angażować czy dzielić nie wiadomo czym. I w sumie wszystko to co w poprzednich punktach – najzwyczajniej uważajmy jakimi informacjami się dzielimy.

Oczywiście nie mówię tego wszystkiego po to żebyśmy popadli w jakąś paranoję i zamknęli się na wszystko. Po prostu miejmy rozum i nie dajmy się tak łatwo wyrolować, bo nikomu z nas nie jest to absolutnie potrzebne, a warto być mądrym przed szkodą, a nie jak to mówi piękne staropolskie przysłowie, po fakcie. Tyle.


Pokemon – powrót do korzeni

Marka Pokemon w 2016 roku obchodziła swoje 20 urodziny i chociaż dziś przez młodych utożsamiania jest głównie z mobilną wersją GO czy też za chwilę pewnie z wersją DUEL, to większość ludzi w +/- moim wieku dalej tęskni za pierwszymi odsłonami anime i chętnie chłoną wszystko co nimi związane (o ile wgl w dalszym ciągu są zainteresowani tematem). Dobrym przykładem była 4-odcinkowa seria Origins, która ściśle bazowała na na pierwszych odsłonach gier, głównie na Pokemon Red. Jakiś czas temu w internecie pojawiła się krótka zapowiedź nowego pełnometrażowego filmu o kieszonkowych potworach, ściśle nawiązującego do początków serii. Co z tego wyjdzie, czas pokaże. Sam mam na VHS trzy kasety z Pokami – dwie z dwoma pierwszymi filmami, a trzecią z odcinkami jak łapie startery. Tak w sumie to właśnie sobie uświadomiłem, że mam ogólnie prócz tego sporo podobnych fanowskich gadżetów typu komiksy, tazo, figurki czy nawet.. słynny pokedex! Może się kiedyś tu tym pochwalę jako prawdziwy fan haha.

Swoją drogą, akurat w jubileuszowym roku udało się przekonać twórcę oryginalnego motywu muzycznego do ponownego wykonania w studyjnych warunkach, czego efekty możemy usłyszeć tutaj. Niestety nasz rodzimy Janusz Radek dalej nie chce, miło wielu próśb. Szkoda.

A czy Wy macie jakieś wspomnienia z Pokemonami? Piszcie!


Byłem na Gwiezdnych Wojnach!

15 grudzień 2016 roku był bardzo ważną datą dla wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen w Polsce. Tego dnia swoją premierę miał pierwszy film z tzw. historii, czyli opowieści nienależących tak ściśle do głównego wątku klanu Skywalkerów czy też ogólnie rycerzy Jedi. W tym wypadku jest to osobna, zamknięta opowieść dziejąca się przed Nową nadzieją i pokazująca w sumie całkiem sporą genezę różnych późniejszych kanonicznie zdarzeń. Na premierze tej znalazłem się także i ja po w sumie dość długiej przerwie od jakiegokolwiek seansu w kinie, ale takiej okazji przepuścić nie mogłem. I to jeszcze w 3D. W końcu wpływ Star Wars na światową popkulturę jest tak duży, że praktycznie każda kolejna premiera staje się wręcz wydarzeniem historycznym. Nie, nie będzie spoilerów. Będzie krótko.

Moc jest we mnie silna, a ja jestem silny Mocą!

Łotr 1 najprościej mówiąc opowiada historię szeregowych ludzi podczas trudnego czasu, jakim bez wątpienia był wielki konflikt i plany związane z budową Gwiazdy Śmierci. Mamy tu wgląd w różne środowiska, w ludzi na różnych stanowiskach po różnych stronach barykady, da się wyczuć ciężkie nastroje panujące w tamtym okresie. Film stylistycznie nawiązuje do starej trylogii – dużo kurzu, brudu i ogromnych machin strzelających blasterami na prawo i lewo. Nastrój budowany jest tu także świetną muzyką – nieco inną niż standardowo, jednak nie mniej udaną i niezwykle prasującą do realiów. Bałem się polskiego dubbingu, ale także i w tym aspekcie było naprawdę nieźle. Film jest znacznie lepszy od Przebudzenia mocy i nawet nie ma co się zbytnio nad tym rozwodzić. Jest to dojrzalsza, pełna emocji część, inna niż najnowsze odsłony. Nie tylko od VII, ale i ogólnie od I-III, co wychodzi jej jedynie na dobre.

Ogólnie całość przypomina nieco tutorial w najnowszym Battlefield 1 jak ktoś się orientuje, ale to tylko moje luźne odczucia. Rogue one, na co warto zwrócić uwagę, jest przede wszystkim bardzo dobrym filmem wojennym ze wszystkim co się z tym wiąże. To już nie jest kolorowa baśń o rycerzach w kosmosie. To opowieść o pięknym bohaterstwie cywili, nie superbohaterów, z wieloma niezwykle ważnymi odniesieniami do ważnych spraw także dzisiejszego świata. Tym bardziej ze względu na swoją odrębność polecam go nie tylko fanom Gwiezdnych Wojen (oczywiście Ci zyskają najwięcej, smaczków co niemiara), a każdemu kto chce obejrzeć kawał naprawdę dobrego, porządnego kina. No i finałowa scena – warto obejrzeć film choćby tylko dla tych kilkudziesięciu sekund Ciary!


Żegnaj 2016, witaj 2017!

Przełom nowego i starego roku zawsze jest dobrym czasem, by pokusić się o pewne podsumowania. Niby pora dobra jak każda inna, ale z racji, że zmiana cyferki w dacie przyjęła się jako coś bardzo ważnego, to nie ma sensu z tym jakoś usilnie walczyć, tylko poddać się temu, bo w sumie czemu nie.

W 2016 roku postanowiłem wrócić z ViceClubem (czyli tworem, na którym właśnie jesteś), który niby już tam kiedyś był, jednak dalekie było to od obecnej formy. Z perspektywy czasu widzę, że obecnie jest znacznie lepiej praktycznie pod każdym względem – zarówno mojego (hue) warsztatu jak i samego silnika na którym opiera się strona. Na stronie od 11 lutego pojawiły się 24 wpisy, co nie jest może jakimś super wynikiem – daje nam to średnio 2 wpisy na miesiąc, a i tak wiadomo, że jedne mniejsze, inne większe, jednak i tak jestem względnie zadowolony. Cały czas dążę do tego, by strona ta stała się swojego rodzaju portofio jakiś tam moich wypocin, czasami może podprogowych przemyśleń. Chciałbym, by w nowym roku pojawiła się tu jeszcze większa regularność, jednak nie ma co z góry takich rzeczy zakładać – czas pokaże jak będzie, nie mniej postaram się dołożyć wszelkich starań, by to wypaliło. Byłoby naprawdę fajnie.

Konkretnie dla mnie rok 2016 był udanym rokiem pod wieloma względami. Nie chciałbym się tu wdawać w szczegóły z jakiegoś mojego życia czy coś, ale sporo rzeczy na różnych płaszczyznach mi po prostu wyszło, z czego jestem najzwyczajniej szczerze zadowolony. Smutne momenty wiążą się głównie z odejściami różnych osób. Świat w mijającym roku pożegnał wiele sław czy autorytetów, ale odeszło również wielu anonimowych dla świata, ważnych konkretnie dla nas osób. Oby w kolejnym, takich momentów było znacznie mniej.

Wszystkim i każdemu z osobna, którzy odwiedzają tę stronę, życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku. Spełnienia marzeń oraz byście czerpali radość nawet z najmniejszych rzeczy, bo właśnie to nadaje życiu sens.

Pozdrawiam!